Marmurowe schody, zimne, fluorescencyjne światło i tłum pasażerów spieszących na pociąg. Najnowszy pokaz Maison Margiela (linia MM6) nie odbył się w klasycznej przestrzeni wybiegu, lecz w monumentalnych wnętrzach Milano Centrale. W samym sercu Mediolanu moda przecięła się z codziennością. Goście,w charakterystycznych butach tabi mijali zdezorientowanych podróżnych. Natomiast pokaz rozgrywał się niemal w ruchu.
To był gest znaczący. MM6 od lat uchodzi za najbardziej „uliczną” odsłonę domu mody Maison Margiela. Mniej salonowej elegancji, więcej miejskiej intuicji. W sezonie FW26 marka ponownie udowodniła, że najlepiej czuje się tam, gdzie moda styka się z realnym życiem.
Najnowszy pokaz Maison Margiela: codzienność w wersji z twistem
Tym razem projektowy kolektyw skupił się na archetypach. Zwykłe płaszcze, ołówkowe spódnice, koszule, jeansy. Czyli elementy, które znamy z własnych szaf. Jednak w duchu dekonstrukcji, z której zasłynął założyciel marki, Martin Margiela, wszystko zostało delikatnie przesunięte poza strefę komfortu.

Doły płaszczy wywinięto ku górze i przypięto napami — jakby ubrania same chciały uchronić się przed miejskim brudem. Ołówkowe spódnice okazywały się bezplecowymi fartuchami narzuconymi na wydłużone T-shirty. Szwy koszul zdradzały „ślady” dawnych konstrukcji, jakby projekt zatrzymał się w pół drogi między szkicem a gotowym produktem. To nie była rewolucja. To była subtelna ingerencja — moda uchwycona w momencie transformacji.
Najnowszy pokaz Maison Margiela: denim i duch lat 80.
Osią kolekcji stał się denim — najbardziej demokratyczna z tkanin. Męskie jeansy z podwójnym pasem, z którego górny pozostawiono rozpięty, wprowadzały kontrolowany nieład. Damskie modele z wysokim stanem i zwężaną nogawką przywoływały rytm lat 80.

Echo tej dekady było słyszalne wyraźnie: rozkloszowane spódnice z falbanami łączono z flanelowymi koszulami i moherowymi golfami. Oversize’owe swetry z numerycznym logo marki zestawiono z grubymi rajstopami, a sportowe, kolorblokowe kurtki i anoraki nadawały sylwetkom użytkowej energii. To nostalgia przefiltrowana przez współczesność — bez dosłowności, za to z dystansem.
Najnowszy pokaz Maison Margiela: biuro, ulica, peron
Interesująco wybrzmiał wątek „korporacyjny”. Swetry z dekoltem w serek narzucone na rozkloszowane koszule, wąskie spódnice zestawione ze skórzanymi jeansami — officewear został tu przepisany na nowo. Zamiast konformizmu pojawiła się niejednoznaczność. Zamiast ścisłych zasad — pytanie, czy dress code w ogóle jeszcze obowiązuje.
Jedynym zgrzytem okazały się bardzo wysokie szpilki. W kolekcji, która tak mocno opierała się na ruchu, funkcjonalności i miejskim tempie, wyglądały bardziej jak element przejściowy niż niezbędny. W świecie, który przyspiesza, komfort coraz częściej wygrywa z efektem „wow”.
Maison Margiela 2026: kiedy moda stapia się z tłumem
Finał miał w sobie filmową jakość. Modelki schodziły marmurowymi schodami dworca i niemal natychmiast wtapiały się w wieczorny tłum. Granica między wybiegiem a rzeczywistością zacierała się.






I może właśnie o to chodziło. Najnowszy pokaz Maison Margiela nie krzyczał. Nie epatował również spektaklem. Obserwował codzienność. I z chirurgiczną precyzją czynił ją odrobinę dziwną. W Mediolanie, podczas Milan Fashion Week, marka po raz kolejny udowodniła, że najbardziej interesująca moda rodzi się nie w oderwaniu od ulicy, lecz dokładnie na niej.

