Świat luksusowych zegarków przez lata opierał się na ostrożności. Zmiany były powolne, projekty zachowawcze, a eksperymenty raczej symboliczne niż rewolucyjne. Tym bardziej zaskakuje to, co w 2026 roku pokazują dwie zupełnie różne marki: Rolex oraz Louis Vuitton. Obie sięgają po kolor, emocje i formy, które jeszcze niedawno byłyby w tej branży nie do pomyślenia. Nowe zegarki Rolex i LV odważnie łamią zasady i wyznaczają trendy!
Rolex Oyster Perpetual 36 Jubilee Dial – klasyka, która nagle przestaje być spokojna
Nowy Rolex Oyster Perpetual 36 Jubilee Dial to zegarek, który na pierwszy rzut oka łamie własne zasady. Zamiast typowej dla marki powściągliwości dostajemy tarczę pełną koloru, w której powtarza się napis „ROLEX”. Inspiracja sięga projektów z lat 70. i 80., ale efekt końcowy jest znacznie bardziej intensywny niż wszystko, co marka pokazywała w ostatnich dekadach.

Pod tą wizualną zmianą nie kryje się jednak rewolucja techniczna. W środku pracuje sprawdzony mechanizm Rolex Caliber 3230, czyli automatyczny werk bez datownika, oferujący około 70 godzin rezerwy chodu i wysoką precyzję działania. To klasyczny Rolex w środku, ale zupełnie inna narracja na zewnątrz.
Koperta o średnicy 36 mm pozostaje wierna linii Oyster Perpetual, podobnie jak stalowa bransoleta i wysoka wodoszczelność. Różnica polega na tym, że całość została podporządkowana tarczy, która przestaje być tłem, a staje się głównym bohaterem.

Cena modelu pozostaje na poziomie około 6750 dolarów, co czyni go formalnie „wejściowym” Roleksem. W praktyce jednak dostępność będzie ograniczona, a zainteresowanie znacznie przewyższy podaż, co już stało się normą przy bardziej charakterystycznych wariantach marki.
Louis Vuitton Tambour Taiko Arty Automata – zegarek, który nie pokazuje czasu, tylko spektakl
Jeszcze dalej idzie Louis Vuitton Tambour Taiko Arty Automata. To projekt, który w zasadzie przestaje być klasycznym zegarkiem, a staje się mechanicznym przedstawieniem uruchamianym na życzenie.
Po naciśnięciu przycisku na kopercie uruchamia się sekwencja animacji: poruszają się elementy tarczy, kwiaty obracają się w przeciwnych kierunkach, a napisy zmieniają swoją formę. Całość została zaprojektowana jak miniaturowy teatr, w którym czas jest tylko pretekstem do pokazania ruchu.

Sercem konstrukcji jest kaliber LFT AU05.01 z latającym tourbillonem i ponad 360 elementami. Mechanizm jest skomplikowany, ale jego rola jest inna niż w klasycznych zegarkach. Nie chodzi wyłącznie o precyzję pomiaru czasu, ale o możliwość stworzenia animacji, które mają charakter czysto artystyczny.
Największe wrażenie robi jednak tarcza. Składa się z wielu warstw, wykonanych ręcznie przy użyciu emalii i technik jubilerskich, a proces jej tworzenia zajmuje setki godzin. W niektórych elementach wykorzystano nawet naturalne materiały, jak pióra, co jeszcze bardziej zbliża projekt do świata sztuki niż zegarmistrzostwa.
Cena na poziomie około 490 tysięcy euro i bardzo ograniczona produkcja sprawiają, że nie jest to produkt rynkowy w klasycznym sensie. To obiekt kolekcjonerski, tworzony na zamówienie i przeznaczony dla bardzo wąskiego grona odbiorców.
Dlaczego te zegarki wyłamują się z zasad
Oba modele, mimo że należą do zupełnie różnych światów, łączy jedno: odejście od tradycyjnego rozumienia zegarka jako narzędzia.
Rolex, marka kojarzona z dyscypliną i powściągliwością, nagle pozwala sobie na wizualny eksperyment. Kolor i wzór przestają być dodatkiem. Natomiast są główną osią projektu. Wciąż mamy do czynienia z niezawodnym mechanizmem i użytkowym charakterem, ale forma przestaje być bezpieczna.
Louis Vuitton idzie jeszcze dalej. W jego przypadku zegarek traci swoją podstawową funkcję użytkową i staje się nośnikiem emocji oraz ruchu. Mechanizm nie tylko odmierza czas, ale „gra” go wizualnie.
Czy to powrót estetyki lat 90.?
W tym zwrocie można dostrzec echo lat 90., kiedy luksus i design były bardziej odważne, mniej zachowawcze i często eksperymentalne. Dzisiejsze projekty nie kopiują tamtej estetyki wprost, ale przejmują jej ducha: większą swobodę, odwagę i chęć wyróżnienia się.
Różnica polega na tym, że współczesny luksus jest znacznie bardziej kontrolowany. To nie jest chaos, ale precyzyjnie zaprojektowana ekstrawagancja.
Nowe zegarki Rolexa i LV. Dwie różne odpowiedzi na ten sam moment
Rolex pokazuje, że nawet najbardziej konserwatywna marka może otworzyć się na kolor i zabawę formą, nie tracąc przy tym swojej tożsamości. Louis Vuitton z kolei udowadnia, że zegarek może być traktowany jak mała scena teatralna, na której mechanika staje się sztuką performatywną.
Oba podejścia są różne, ale prowadzą do tego samego wniosku. Luksus w 2026 roku przestaje być cichy. Staje się widoczny, odważny i coraz mniej przewidywalny.

