Four Seasons wchodzi na rynek luksusowych podróży morskich z produktem, który ma niewiele wspólnego z klasycznym cruise’em. Four Seasons I to 207-metrowy jacht z 95 apartamentami, zaprojektowanymi bardziej jak prywatne rezydencje niż kabiny. Każdy ma widok na ocean i prywatny taras, a część apartamentów można ze sobą łączyć, tworząc większe przestrzenie dla rodzin lub grup przyjaciół. Marka stawia przy tym na kameralność: na pokładzie może przebywać około 190 gości, a proporcja załogi do pasażerów wynosi około 1:1.
To właśnie apartamenty są jednym z najmocniejszych elementów projektu. Zamiast typowej statkowej kabiny Four Seasons proponuje przestrzeń z dużymi przeszkleniami, naturalnymi materiałami i tarasem będącym właściwie przedłużeniem salonu. Wrażenie ma być bardziej zbliżone do pobytu w luksusowym apartamencie z nieustannie zmieniającym się widokiem niż do tradycyjnego rejsu.
Najbardziej spektakularny jest Funnel Suite, rozciągający się na czterech poziomach i oferujący około 930 m² powierzchni. Apartament ma trzy sypialnie, prywatny basen, przestrzeń fitness, kuchnię, miejsca do przyjmowania gości oraz panoramiczne przeszklenia. W tym przypadku określenie „apartament” jest właściwie umowne — to prywatna rezydencja umieszczona wewnątrz konstrukcji jachtu.
Luksus ma swoją cenę
W przypadku listopadowego rejsu The Lanserhof Reset, trwającego od 8 do 16 listopada 2026 roku, ceny zaczynają się od około 18 tys. dolarów za apartament. Najbardziej ekskluzywne kategorie są wielokrotnie droższe, a ceny najwyższych apartamentów podczas tego rejsu sięgają około 239 tys. dolarów.
W zamian goście otrzymują nie tylko zakwaterowanie. Four Seasons I ma 11 restauracji, barów i przestrzeni gastronomicznych, spa, centrum fitness oraz marinę pozwalającą korzystać z wody bezpośrednio z pokładu. Jacht został zaprojektowany tak, aby odwiedzać mniejsze porty i zatoki, do których nie docierają największe statki wycieczkowe.

To ważna różnica. Four Seasons nie próbuje konkurować z wielkimi cruise’ami liczbą atrakcji czy pasażerów. Sprzedaje przede wszystkim przestrzeń, prywatność i obsługę na poziomie luksusowego hotelu, połączone z mobilnością jachtu.
Osiem dni na oceanie i program longevity
Najciekawszym testem tej koncepcji będzie listopadowy transatlantycki rejs z Europy na Karaiby. Four Seasons I połączy go z programem The Lanserhof Reset, przygotowanym wspólnie z austriacką grupą Lanserhof, specjalizującą się w medycznym wellness i longevity.
Program obejmuje konsultacje, indywidualne zalecenia dotyczące żywienia i aktywności, sesje oddechowe, zabiegi regeneracyjne oraz zajęcia wellness. Indywidualny program kosztuje dodatkowo 5 tys. dolarów za osobę.
To interesujący kierunek dla rynku luksusowych podróży. Wellness na pokładzie przestaje oznaczać wyłącznie masaż i siłownię. Coraz częściej obejmuje diagnostykę, regenerację, dietę, sen i programy longevity. Four Seasons wykorzystuje osiem dni na oceanie jako naturalne środowisko do stworzenia czegoś w rodzaju pływającego retreatu zdrowotnego.
Nowa kategoria między hotelem a superjachtem?
Four Seasons nie jest pierwszą marką, która przenosi luksus hotelowy na morze. Podobne projekty rozwijają m.in. Ritz-Carlton, Aman czy Orient Express. Różnica polega na tym, że Four Seasons bardzo konsekwentnie buduje produkt wokół własnego DNA: prywatności, przestrzeni i obsługi.
Czy Four Seasons I jest rzeczywiście jachtem? Przy długości 207 metrów i około 190 gościach trudno porównywać go bezpośrednio z prywatnym superjachtem. Jest raczej czymś pomiędzy luksusowym statkiem a dużym jachtem, ale właśnie ta hybrydowa forma może być jego największą przewagą.
Dla klienta, który nie chce kupować własnego jachtu, zatrudniać załogi i zajmować się jego utrzymaniem, Four Seasons oferuje znacznie prostszy model: rezerwuje apartament, wchodzi na pokład i przez kilka dni mieszka w prywatnej przestrzeni, podczas gdy za oknem zmienia się nie tylko widok, ale także cały adres.
To chyba najciekawsza rzecz w tym projekcie. Four Seasons nie sprzedaje wyłącznie rejsu. Sprzedaje ideę hotelu, który nie ma stałego adresu. Dla segmentu ultra-luxury, w którym coraz trudniej zaoferować coś naprawdę nowego, to pomysł prosty, ale wyjątkowo dobrze dopracowany.

